Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narty. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 lutego 2015

Hemsedal po raz drugi

Tym razem wybraliśmy się w większej grupie. Było nas dziewięcioro: ja i Pim, Stena-Marie i Tim, Hanne, Ola, Perlilla, Tom, Mark.
Wynajelismy przepyszna hytte z Sauną. Mieliśmy mnóstwo alkoholu i kominek.
Pim ma to do siebie, że prężnie imprezuje i bryluje, a potem nagle upada na łóżko i nie można go do budzić do rana. Z tego też powodu chodziliśmy spać jako pierwsi i wstawalismy najwcześniej. Przypadało nam więc w udziale robienie śniadania dla całej grupy.
Pim był też dyrektorem obiadu. Godzinami jedliśmy raclette. A potem godzinami umieralismy.
Oczywiście jeździliśmy tez na nartach. Pim dokonał małego wprowadzenia dotyczącego moich nowych nart po czym próbowaliśmy jeździć przy wietrze 15 m/s. Chętnie pakowalismy się w krzaki i las, gdzie wiało mniej.
Aha, dla tych, którzy nie wiedzą kupiłam sobie narty skiturowe.

środa, 4 lutego 2015

Hemsedal po raz pierwszy

Ostatni weekend spędziliśmy w Hemsedal, norweskim kurorciku narciarskim. Norweskie kurorty nie sa z zasady duże.
Hemsedal leży w pół drogi między Bergen a Oslo, w okolicach Gjejlo (co dla niektórych czytelników brzmi znajomo).
Wybraliśmy sie we trójkę: ja, Frenchy i Tim. Szczęśliwie Tim ma samochód,  a do tego zamontowal trumnę dachowa, wiec mogliśmy sobie pozwolic na bagażowe szaleństwa. Czyli bałagan.
Było zimno (-9), dużo śniegu, dużo modnych do bólu Norwegów w kartkach za 4k złotych.
Dla Frenchego to był pierwszy raz na nartach i był bolesny.
Dla mnie było fajnie.
Tim spędzał większość czasu poza trasą z bandą przemiłych Szwedów.
Za tydzień powtórka :)

Tim i ja na tle naszego mikrodomku
Frenchy i Tim
Tim. W tle stok i Frenchy (gdzies tam).
Chatka marzen. I ARCHITEKTURA.
Frenchy, Tim i ja z czyms bialym na nosie i w okropnej czapce!
Wojownicy.
Frenchy wciaz zywy.

wtorek, 27 stycznia 2015

Langrenn w niedzielę

Wiele osób spoza Norwegii nie lubi tu mieszkać. Przeszkadza im ciemność, deszcz, zimno, paskudne jedzenie, paskudni ludzie... oraz wiele innych. Nie przeszkadzają, w skrócie, tylko zarobki. Ze mną tak nie jest, mnie się tu podoba, pod warunkiem, że mam okazję korzystać z tego, co w Oslo najlepsze... czyli lasy i górki wkoło stolicy.
Niedziela była zjawiskowa. Minus 10. Słońce i ani jednej chmurki na niebie. Wraz z Pimem i Basem wsiedlismy w pociąg o 7.42 i pojechaliśmy na północ.  Niedaleko, bo jakieś 20 minut. To był początek naszej cudownej wycieczki na biegowkach, oczywiście stylem klasycznym. Dla Basa był to pierwszy raz na biegowkach, szczęśliwie jest twardy, wiec nie umarł.
Ja prawie umarłam.  33 km to dużo.

Wschod slonca!!
PiM i Bas oraz pierwsze promienie slonca.
Podchodzenie pod gore.
PiM

Nasza pierwsza porcja gofrow przy -10 :)
:)
Na jeziorze!
To tez na jeziorze.
Kolejka do baru byla za dluga, wiec zostalismy na zewnatrz :)
Wracamy do domu. Za nami stromy zjazd.

sobota, 3 stycznia 2015

Sylwester w Szklarskiej

Nie ma chyba lepszego miejsca na picie szampana. Co do miejsca na biegowki - sprawa jest dyskusyjna...

yes yes yes

z serii ''moj pierwszy raz''





najwieksza atrakcja w okolicy :)




a gdzie jestescie wy w systemie?